← Powrót

Był sobie facet

Ideę spektaklu niemal w zupełności oddają słowa poety rosyjskiej awangardy z lat 20tych, Daniela Charmsa: Siła znajdująca się w słowach powinna być wyzwolona. Ja dodałbym: wyzwolona obrazem, któremu w moim teatrze podporządkowane są wszystkie pozostałe elementy, tj.muzyka, światło, dźwięk, ruch, gest, mimika.Niemniej ważną rolę odgrywa improwizacja.
Fabuła sztuki jest prosta. To opowieść o mężczyźnie, którego życie zostało zredukowane do bycia jedynie w swoim ubraniu. Chwila zwyczajnego człowieka (bez żadnego tła społecznego nie mylić z alienacją) zatrzymana w kadrze kamery. Jakby ktoś powiedział: tyle jesteś wart, ile masz ukryte pod marynarką, czyli gdzieś w środku.
Jedyny jego świat materialny to rzecz znajdująca się w kieszeniach ubrania: grzebień, walkman, lusterko, chusteczka, jedzenie, książka, okulary, itp.Od czasu do czasu materializują się również jego wspomnienia gdzieś poza marynarką , w innych układach scenograficznych.
Marynarka wyolbrzymionych rozmiarów, zawieszona gdzieś w kosmosie, staje się metaforą domu, w którym rozgrywa się dramat życia mężczyzny. W kieszeniach przebywają ludzie, którzy również jako metafory grają ręce owego mężczyzny, uzyskując zaskakujące formy ekspresji.
Sztuka podejmuje problem sensu życia i jego celu. Pyta, co tak naprawdę można osiągnąć i czy w ogóle jest coś do osiągnięcia. Symbolem celów życiowych są koszule, krawat i buty,które trzeba najpierw z wielkim wysiłkiem zdobyć, by je ubrać.Jak się można domyślić, nie jest człowiekowi dane zdobyć wszystkich celów.

(premiera 12 marca 1999r.w Klubie Energetyka w Rybniku)